Tuż przed zaśnięciem, gdy zmęczenie naprawdę daje się we znaki, człowiek zatraca się w irracjonalnym poczuciu lęku i ogromnej nadziei na nowy, piękny dzień. Odlicza minuty, jedna za drugą, jedna za drugą, aż pogrąża się we śnie, bez snu. Wstaje wyjątkowo wypoczęty, jak gdyby przespał całą noc, a spał przecież zaledwie trzy godziny. Otwiera okno. Podmuch świeżego, chłodnego powietrza. Wspaniałe uczucie. Czas stoi w miejscu. Demony sprzed kilku godzin stają się tylko śmiesznym wspomnieniem. Jak pięknie! Mgła jeszcze unosi się nad doliną, dzień zapowiada się słoneczny i ciepły. Dookoła gra cisza i obudzone jak zawsze ptaki - zwiastunki nowego dnia. Kiedy stopy zaczynają coraz bardziej marznąć, należy podjąć pierwszą tego dnia decyzję: wracać do łóżka, czy może ubrać się i wybiec na zewnątrz z aparatem? Wybór jest oczywisty i przesądzony od samego początku. Gdzie jest mój ciepły sweter?
![]() |
| Autor: E. A. Janowska |
![]() |
| Autor: E. A. Janowska |
Po powrocie do domu wszystko wraca do normy. Budzą się dzieci sąsiadów. Rozbrykane i pełne energii wybiegają ze śmiechem przed dom. Sąsiad obok wsiada do samochodu. Czas rusza z miejsca. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś na nowo nakręcił nasz zwariowany świat. Wszystko nabiera tempa. Ja także poddaje się mojej codziennej rutynie. Idę parzyć kawę. Czas na śniadanie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz