piątek, 15 sierpnia 2014

Pierwsze koty za płoty, czyli pierwszy post i wielkie przerażenie.

Przerażenie tym większe, że za blogowanie zabieram się bardzo spontanicznie i tym samym czuję obowiązek uprzedzić wszystkich zainteresowanych, że moja skromna strona zmieni się jeszcze nie raz. Macie to jak w banku. Niestety na chwile obecną niczego innego nie mogę Wam obiecać. Nie jestem nawet pewna o czym dokładnie chcę tutaj pisać! Ja wiem, nie brzmi to ani poważnie, ani dojrzale.

O tej dość późnej już godzinie naszła mnie taka o to refleksja. Zakładanie bloga jest trochę jak szalona przeprowadzka. W tej chwili wyobrażam sobie siebie siedzącą na środku jednego z tych pustych, białych jak śnieg i pachnących nowością pokoi, przy gołej i nieznośnie rażącej oczy żarówce. Dookoła mnie walają się stosy walizek i jeszcze nieotwartych pudeł. Koty z zaciekawieniem, ale i dużą dozą ostrożności próbują oswoić nowe terytorium. Od czego mam zacząć?

O czym chcę tutaj pisać? Czy pomysł z blogiem był w ogóle dobrym pomysłem?
Muszę dać sobie odrobinę czasu i poprosić Was o ogromną cierpliwość i nie mniejszą wyrozumiałość. Mam nadzieje, że to nie za wiele.

Z czasem puste, białe ściany pokryję ulubionymi kolorami i zapełnię masą zdjęć i obrazów. Meble porozstawiam według nowego schematu. Uwolnię z pudeł płyty i książki, które szybko znajdą bezpieczne schronienie w przeznaczonych dlań miejscach. Koty też się zadomowią, i zgodnie z kocimi zwyczajami, będą się leniwie wylegiwały na łóżku.

Dzień dobry.